Używanie maseczek powoli zaczyna mi wchodzić w krew. Uwielbiam wybieranie saszetek w drogerii. Tym razem postanowiłam wypróbować samowchłaniającą się maseczkę Lirene z wyciągiem z wiśni z Barbados. Ciekawie brzmi, nie ? :D
ZAPACH/KONSYSTENCJA : Zapach maseczki mało ma wspólnego z naturą, jest dość mocny, ale przyjemny. Konsystencja kremowa, dobrze się aplikuje.
DZIAŁANIE: Po nałożeniu maseczka powoli wchłania się zostawiając tłustą warstwę. Ja poszłam w niej spać. Następnego dnia skóra była faktycznie nawilżona, gładsza, miękka i napięta (w ten pozytywny sposób). Jednak efekt był porównywalny do dobrego kremu nawilżającego. Nie podrażniła mnie, ani nie zapchała.
WYDAJNOŚĆ: Maseczka jest bardzo wydajna. Powinna wystarczyć na co najmniej dwie aplikacje.
SKŁAD: Bardzo długi i mało ma wspólnego z naturą. Na trzecim miejscu znajduje się parafina.
CENA/DOSTĘPNOŚĆ: Maseczka kosztuje ok. 2 zł i można ją znaleźć w większości drogerii.
-5/5
Używałyście jakiś maseczek Lirene ? Chętnie posłucham waszych opinii.

