Do zachodnich BB kremów podchodziłam zawsze sceptycznie, bo wiadomo, że nijak się mają one do ich azjatyckich imienników. Potrzebowałam jednak jakiegoś lekkiego podkładu i mój wybór padł na Dream Fresh BB Maybeline. Skusiłam się na niego przede wszystkim ze względu miłe dla oka opakowanie i promocję. Wybrałam najjaśniejszy odcień (fair), który wcale nie jest bardzo jasny, ale na szczęście dopasowuje się do cery. Jak już mówiłm Dream Fresh z BB kremami łączy jedynie nazwa. W zgrabnej, małej tubce otrzymujemy lekki krem koloryzujący. Krycie jest bardzo słabe, możemy liczyć jedynie na delikatne wyrównanie kolorytu cery, ale osoby z borykające się z przebarwieniami i zaczerwieniami na pewno byłyby rozczarowane. Efekt jaki otrzymujemy po nałożeniu na twarz to baaardzo mocne glow. Jak dla mnie nałożenie pudru jest konieczne, żeby nie świecić się jak bombka bożonarodzeniowa, więc to zupełnie nie produkt dla osób z cerą tłustą, która ma naturalne predyspozyspozycje do świecenia. Kiedy już przypudrujemy BB to trzyma się on na buzi całkiem przyzwoicie. Trudno oceniać mi filtr przeciwsłonczny, mogę wierzyć tylko na słowo producentowi. Konsystncja jest płynna, a zapach mało przyjemny, jakby producent nie użył żadnym umilaczy dla nosa. Tubka jest mała więc nie stracza na długo, zwłaszcza że produkt jest średnio wydajny. Nie zauważyłam zapychania, kremik jest faktycznie lekki i prawie go nie czuć na buzi, ale również efekty pielęgnacyjne są mizerne, a właściwie kompletnie ich brak. Mogę go polecić jedynie osobą z suchą, nieproblematyczną cerą, które szukają lekkiej alternatywy dla podkładu na wiosne/lato. Dream Fresh BB można kupić w większości drogerii z szafą Maybeline za ok. 20 zł (ja w promocji zakupiłam go za 16 zł).
Znalazłyście jakiś zachodni odpowiednik azjatyckich BB kremów, z którym chciałybyście zaprzyjaźnić się na dłużej ?

